W latach 1947-51 byłem uczniem Gimnazjum im. Stefana Żółkiewskiego w Siedlcach.
Ani mój Dziad ani Ojciec nie polowali, chociaż
Ojciec był w tych latach na białych niedźwiedziach- ale nie w charakterze
myśliwego. Wspominam o tym bowiem sam się zastanawiam skąd wzięła się ta moja
pasja łowiecka, która z podlaskich pól zaprowadziła mnie w najdalsze zakątki
świata i której poświęciłem wiele życia prywatnego i pracę zawodową. Z wielką
przyjemnością wspominam te czasy, kiedy jako naganiacz uczestniczyłem w
polowaniach na zające organizowanych przez Koło Łowieckie Racjonalnego
Polowania. Koło wtedy wydzierżawiało liczne gminy, pamiętam ich nazwy: Krześlin,
Hołubla, Domanice, Korczew, Zbuczyn, Mordy, Suchożebry i pewnie inne których już
nie pamiętam. Oceniam, że koło posiadało około 50 tysięcy hektarów. Polowało się
tylko na zające i kuropatwy. Sarna występowała sporadycznie i tylko w okolicach
Rzeszotkowa i Brzozowa.
Prezesem koła był dr. Józef Próchniewicz - znany lekarz
stomatolog, łowczym był prawnik - Franciszek Jarosz.
Te dwie postacie wspierane przez aktywnych członków
Koła, którymi jak zapamiętałem byli Wacław Perycz, Zb. Kamiński, W.Dmowski, St.
Zowczak, Sz. Chaberski, Sz. Zbucki,
L. Międzychowski, H. Jabłoński, St. Zychowiecki, J. Pietrasik,
A. Wolski, K. Rzędzian, stwarzały niepowtarzalną atmosferę |

kol. Janusz Sikorski |
Właśnie dr. Próchniewicz, wczesnym rankiem dał mi dubeltówkę i pod Jego okiem
pozwolił mi strzelić do wrony, która przeciągała nad podwórkiem gdzie była
zbiórka.
Po zdaniu egzaminu i uzyskaniu pozwolenia na broń
zostałem jednogłośnie przyjęty na członka Koła. Polowałem wiele lat i lata te
wspominam z ogromną atencją. Dziś wiem, że w kole są inni ludzie i inne stany,
ale klimat Podlasia i podlaskie krajobrazy muszą zastąpić zwierzynę, której
niestety jest coraz mniej |
Idolem moim był Wacław Perycz. Partyzant, prześladowany przez "władzę ludową.
Jemu właśnie poświęciłem pierwsze opowiadanie łowieckie p.t "Wacek" znajdujace
się w mojej książce "Moje przygody łowieckie".
Polowania w kole pozostały
w mojej pamięci na zawsze. Do dziś widzę wspaniałe strzały do zajęcy
w wykonaniu W.Perycza, Zbigniewa Szlagowskiego i W.Dmowskiego.
Nie można zapomnieć pewnego polowania w Platerowie Nad
Bugiem, na którym strzeliłem pierwszego
w życiu wilka. Był to rok 1952.
Na polowaniu tym wilka pozyskał również kol. Zowczak na dowód czego załączam
zdjęcie z dedykacją kol. Zowczaka.
|

kol. Zowczak ze strzelonym przez siebie wilkiem. |

Dedykacja na drugiej stronie zdjęcia dla
kol. Janusza Sikorskiego |